Skoro już wiesz, dlaczego lepiej zarabiać z dwóch źródeł po 2000 niż z jednego 4000, to zastanówmy się, jak tego dokonać. Pierwszym Twoim pomysłem będzie zapewne znalezienie pracy dodatkowej. To oczywiście całkiem sensowny pomysł. Możesz znaleźć drugiego pracodawcę, a u pierwszego zmniejszyć sobie wymiar czasu pracy o połowę. To dobry krok na drodze ku większej wolności, oczywiście pod warunkiem, że drugiego pracodawcę znajdziesz i że obaj będą zainteresowani zatrudnieniem Ciebie w niepełnym i niepokrywającym się wymiarze godzin. Nie we wszystkich branżach jest to jednak możliwe. W dodatku wielu pracodawców zastrzega sobie w umowie zakaz konkurencji, ograniczający zatrudnienie w tym samym zawodzie. Drugim rozwiązaniem jest znalezienie pracy dorywczej po godzinach. W zależności od posiadanych umiejętności możesz udzielać korepetycji, tłumaczyć teksty, pisać książki lub artykuły do gazety, przerabiać ciuchy, organizować kinderbale, produkować rękodzieło, jednym słowem – świadczyć usługi lub produkować coś na niewielką skalę. Działania te mają jednak jedną wadę: są przychodem aktywnym i choć łatają domowy budżet, w żaden sposób nie przybliżają Cię do celu, jakim jest wolność finansowa, ponieważ ilość czasu, którą na to możesz poświęcić jest ograniczona, zatem tak samo ograniczona jest ilość pieniędzy, jakie w ten sposób zarobisz. W dodatku musisz się liczyć z faktem, że na dłuższą metę nie będziesz w stanie pracować po kilkanaście godzin na dobę. Trzecią opcją jest sprzedaż. W chwilach dołka finansowego niejednokrotnie ratował mnie szybki przegląd dobytku i wystawienie niepotrzebnych rzeczy na Allegro. Sprzedaż nie ma limitu, to jej pierwsza wielka zaleta. Druga jest taka, że może mieć miejsce niezależnie od tego, czym jesteś zajęta Ty (o ile, rzecz jasna, sprzedajesz w internecie, a nie na bazarze). Z pewnością sklep internetowy spełnia przynajmniej częściowo kryteria przychodu pasywnego i jest opcją wartą polecenia. Tym niemniej wymaga pewnych nakładów finansowych – choć nieporównywalnie mniejszych niż sklep tradycyjny – to jednak niemałych. Strona www sklepu to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych. Do tego choćby minimalna ilość towaru plus pozycjonowanie. Oczywiście, jest jeszcze Allegro, od którego wielu sprzedawców zaczynało z sukcesem. To też jest jakaś opcja, choć paradoksalnie łatwość odniesienia sukcesu sprawiła, że obecnie ten sukces odnieść jest o wiele trudniej, gdyż konkurencja w serwisie jest obecnie ogromna. Skoro tak, to jak najlepiej zarobić dodatkowe pieniądze w sposób pasywny?
Na czym najłatwiej zarobić?
Pamiętasz z lekcji biologii łańcuchy pokarmowe? Dla przypomnienia: to takie schematy obrazujące, kto kogo zjada:
trawa -> krowa -> człowiek
trawa -> dżdżownica -> kret -> bocian -> jastrząb
Łańcuchy pokarmowe można zapisać także w postaci piramidy, która pokazuje, ile organizmów z niższego poziomu potrzeba, by nakarmić poziom wyższy. Ponieważ na każdym poziomie występują straty energii (m.in. na ciepło, ruch, rozmnażanie), im dłuższy jest łańcuch, tym mniej opłacalny energetycznie. To znaczy, że aby wyżywić wegetarianina potrzeba mniejszego obszaru upraw niż aby nakarmić mięsożercę. Z tego właśnie względu ludzie nie jedzą drapieżników. Abstrahując od smaku ich mięsa i kwestii kumulowania się toksyn, jest to absolutnie nieopłacalne. Jak to się ma do Twoich zarobków? Już wyjaśniam.
Większość produktów, zanim znajdzie ostatecznego nabywcę, pokonuje długą drogę od producenta poprzez kilka hurtowni aż do sklepu ostatecznego. Na każdym z tych etapów trzeba pozyskać klienta, co oznacza konieczność nie tylko konieczność pokrycia bezpośrednich kosztów i uzyskania zysku, ale również nakłady na reklamę. Im dłuższy jest ten łańcuch, tym wyższa końcowa cena produktu. Najtańsze są towary kupowane bezpośrednio od producenta, jednak producenci zazwyczaj nie sprzedają swoich towarów osobom prywatnym. Stając się ogniwem krótkiego łańcucha jesteś konkurencyjna: łatwiej Ci pozyskać klienta, bo możesz zaoferować korzystniejszą cenę, a mimo to zarabiasz nieźle, bo po pierwsze duża różnica między ceną zakupu i sprzedaży zostaje w Twojej kieszeni, a skoro klientów masz dużo, zarabiasz na efekcie skali.
Najkrótsze, a więc najbardziej opłacalne “łańcuchy pokarmowe” są w sprzedaży bezpośredniej, w której pomiędzy producentem a klientem znajduje się tylko jedno ogniowo: dystrybutor.
MLM – fakty i mity
Wokół marketingu wielopoziomowego narosło wiele mitów. Przyjrzyjmy się niektórym z nich.
MLM to piramida finansowa
Piramida finansowa to nielegalny system bardzo często mylony z marketingiem wielopoziomowym. Piramida zapożyczyła z MLM wyłącznie strukturę sprzedaży. Jednak o ile struktury MLM utrzymują się ze sprzedaży prawdziwych produktów lub usług, o tyle piramida finansowa utrzymuje się z wpisowego, którego w MLM albo w ogóle nie ma, albo jest nieobowiązkowe i symboliczne, bo pokrywa koszt zakupu np. startera z próbkami. W Polsce organizowanie piramidy finansowej jest zagrożone karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Tymczasem sprzedażą bezpośrednią zajmuje się ponad 750 000 Polaków!
MLM jest nieetyczne
Sposoby zarabiania w MLM są dwa. Pierwszym jest prowizja za sprzedaż produktów ostatecznemu odbiorcy. Drugi to prowizja od sprzedaży osób, które rozpoczęły współpracę z firmą wskutek polecenia danej osoby. Osoby podnoszące ten zarzut często uważają, że nieetyczne jest zarabianie dzięki cudzej pracy. Ale jeśli się dobrze zastanowić, to czy sytuacja w jakimkolwiek zakładzie pracy jest inna? Każdy zakład pracy ma generować zyski dla swoich właścicieli. Oznacza to, że wartość pracy pracownika (generowany przez niego przychód dla firmy) musi być warta więcej niż wynosi jego wynagrodzenie. Gdyby tak nie było, firma wychodziłaby na zero i należałoby się poważnie zastanowić nad sensem jej istnienia. W każdej fabryce na wyższą pensję brygadzistów składają się pieniądze wypracowane przez szeregowych robotników, a pieniądze wypracowane przez brygadzistów tworzą pensje dyrektorów. Pod tym względem MLM w żaden sposób nie różni się od innych zakładów pracy.
MLM się nie opłaca
70% osób sprzedających w systemie sprzedaży bezpośredniej zarabia do 2000 zł, co oznacza, że MLM jest dla nich jednym z aktywów w portfelu inwestycyjnym własnego czasu. Zarabianie nawet tak niewielkich pieniędzy jest opłacalne ze względu na bezpieczeństwo finansowe. 25% osób zarabia 3-30 tys. zł. Są to już pieniądze, które z powodzeniem wystarczą, aby się utrzymać. 5% sprzedawców zarabia miesięcznie >30 tys. zł. Prawdopodobieństwo znalezienia się w tej grupie nie jest wysokie, zwykle są to osoby będące w firmie o jej początków. Jednak znalezienie się w grupie 25% zarabiających od kilku do kilkunastu tysięcy jest całkiem realne. Nie powiem “prawdopodobne”, bo zależy to nie od ślepego losu, ale wyłącznie poświęconego czasu i energii.
Osoby zarabiające kilka tysięcy miesięcznie w MLM pracują po kilka godzin dziennie. Jest to stosunkowo niedużo, biorąc pod uwagę, że aby zarobić takie same pieniądze na etacie, trzeba pracować co najmniej 8 godzin dziennie. Osoby, które wyrażają negatywne zdanie na temat możliwości zarobkowych w MLM zwykle poświęcają na to kilka godzin w tygodniu lub nawet w miesiącu i zniechęcają się po kilku pierwszych porażkach. Tymczasem każda kolejna porażka zwiększa prawdopodobieństwo, że w końcu się uda. Dlaczego? Wpisz w Google hasło “oszukać ruletkę”. Zdobytych informacji nie próbuj wykorzystywać w kasynie. Kiedy jego obsługa zorientuje się, jakim grasz systemem, zjawi się dwóch barczystych panów, którzy wyprowadzą Cię na zewnątrz, nim zdążysz powiedzieć “ale ja chcę grać!” Zastosuj te wnioski w marketingu i przyjmij jako zasadę, że po każdej odmowie przedstawisz ofertę dwóm kolejnym osobom lub firmom.
MLM to sekta
W latach 90., kiedy network marketing w Polsce dopiero raczkował, retoryka wielu firm z sektora MLM pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Językowi, jakim posługiwali się rekruterzy, zdecydowanie bliżej było do szemranego werbunku niż do profesjonalnej rekrutacji, a członkowie grup podczas spotkań poddawani byli praniu mózgu porównywalnemu z sektami. Osobiście poznałam kilka osób, które podczas spotkań nie potrafiły rozmawiać o niczym innym jak ich towary, do których stosunek miały całkowicie bezkrytyczny. Jakakolwiek niepochlebna uwaga dotycząca jakości wyrobu albo jego ceny odbierana była jak bluźnierstwo i powodowała wybuch agresji. Na szczęście kolejna dekada to czas szybkiego profesjonalizowania się tego sektora. Obecni sprzedawcy bezpośredni wiedzą, że nie chodzi o to, aby klienta “urobić”. Techniki manipulacyjne co prawda pozwalają wywrzeć presję, by sfinalizować transakcję, ale prędzej czy później czas klient uświadomi sobie, że padł ofiarą manipulacji. Na dłuższą metę nie opłaca się to ani sprzedawcy (niezadowolony klient nic więcej nie kupi), ani producentowi (niechęć odczuwaną do sprzedawcy klient przeniesie na markę i będzie zniechęcał potencjalnych kupujących). Obecnie firmy z sektora MLM zdają sobie sprawę z tego, że jedyną strategią gwarantującą długofalowy sukces jest dobry produkt w korzystnej cenie i etyczna sprzedaż, bo nie sztuka zdobyć, sztuka utrzymać klienta.
MLM to obciach
Sprzedażą bezpośrednią zajmuje się ponad 750 000 Polaków. Oznacza to, że wśród znajomych masz co najmniej kilku konsultantów przedstawicieli handlowych różnych firm, działających w systemie marketingu sieciowego. Przekonanie o obciachowości MLM bierze się stąd, że wielu sprzedawców zaczyna swoją przygodę z biznesem od sprzedawania produktów rodzinie i znajomym. W naszej kulturze próba zarobienia na ludziach, których znamy prywatnie, jest często oceniana bardzo negatywnie. I nie ma się czemu dziwić. Ja również czułabym się rozczarowana i upokorzona, gdyby okazało się, że od lat niewidziana przyjaciółka z dzieciństwa odzywa się do mnie tak naprawdę po to, żeby sprzedać mi fantastyczny płyn do czyszczenia fug bez szorowania. Osoby prowadzące szkolenia z MLM często zachęcają do stworzenia listy potencjalnych kupców z grona znajomych, aby mieć od czego zacząć. Sprzedawanie znajomym tak naprawdę nie jest jednak biznesem i wcale nie jest niezbędne do rozpoczęcia MLM. Możesz zająć się sprzedażą bezpośrednią, nie sprzedając produktów znajomym ani nie zostając domokrążcą. Osobiście uważam, że najlepszym sposobem sprzedaży bezpośredniej jest sprzedawanie produktów firmom, ponieważ:
- właściciele i menedżerowie firm są przyzwyczajeni do wizyt przedstawicieli handlowych, tak więc telefon od Ciebie ani ich nie zdziwi, ani nie zdenerwuje.
- dobrze rozumieją biznes, potrafią obliczyć opłacalność i nie mają takich uprzedzeń jak osoby pracujące wcześniej wyłącznie jako pracownicy
- składają zamówienia kilku-, a nawet kilkunastokrotnie większe niż osoby prywatne.
Jeśli jesteś gotowa postawić pierwszy krok w biznesie lub chcesz uzyskać więcej informacji, napisz do mnie.